Z nadmiernym wypadaniem włosów zmagałam się od bardzo dawna. Wypróbowałam dziesiątki szamponów, wcierek i suplementów, ale zadowalające...

Jak ograniczyłam wypadanie włosów, czyli moja przygoda z kozieradką

/
0 Comments

Z nadmiernym wypadaniem włosów zmagałam się od bardzo dawna. Wypróbowałam dziesiątki szamponów, wcierek i suplementów, ale zadowalające efekty pozwoliła mi osiągnąć dopiero ta niepozorna roślinka.

Kozieradka to roślina zielna o bardzo szerokim zastosowaniu i licznych właściwościach prozdrowotnych. Wykorzystywana jest między innymi w kosmetyce i gastronomii. Na pomysł użycia jej, jako wcierki przy nadmiernym wypadaniu włosów, trafiłam przypadkiem, przeszukując sieć pod kątem kolejnych magicznych kuracji, które mogłyby ocalić moje włosy. 

Na początku byłam dość sceptyczna, ale po odwiedzeniu kilku "włosomaniackich" blogów i przeczytaniu pełnych zachwytu postów i komentarzy, postanowiłam zaryzykować. 
Kupiłam więc opakowanie mielonych nasion kozieradki (można je znaleźć w każdej aptece za kilka złotych) i przystąpiłam do działania. Zalałam 1 łyżeczkę nasion szklanką wrzątku, przykryłam i zostawiłam do zaparzenia. Następnie przecedziłam napar przez sitko i moja wcierka była gotowa.

Ze względu na dość ostry i intensywny zapach przywodzący mi na myśl domowy rosół mojej babci, aplikowałam wcierkę zawsze godzinę lub dwie przed umyciem włosów. Opcja zostawiania za sobą smugi kurczakowego aromatu, nie była zbyt kusząca ;)

Jeśli chodzi o aplikację, to najwygodniejszym rozwiązaniem okazało się przelanie naparu do buteleczki z atomizerem. Codziennie spryskiwałam skórę głowy i dodatkowo wcierałam wszystko palcami. Cała kuracja trwała 2 tygodnie, ale pierwsze efekty widziałam już po tygodniu. Zaczęło mi wypadać zdecydowanie mniej włosów. Wcześniej, przy każdym myciu, odpływ pod prysznicem był zapchany, a ja, byłam przerażona widokiem szczotki, na której zostawała kolejna garść włosów.


Wcierka z kozieradki okazała się strzałem w dziesiątkę. Sprawiła, że moje włosy nie tylko przestały nadmiernie wypadać, ale zyskały również na objętości. Miałam wrażenie, że są jakby lekko usztywnione i odbite od nasady, Jako bonus, pojawiło się również mnóstwo "baby hair". Czy mogłabym chcieć czegoś więcej? :)

Nadal stosuję kozieradkę, w systemie dwutygodniowym. To znaczy, że przez 2 tygodnie codziennie wcieram napar w skórę głowy, a przez następne dwa, robię sobie przerwę. U mnie, taki tryb się sprawdza i przynosi naprawdę dobre rezultaty.

Nie chcę tutaj nikogo przekonywać, że kozieradka jest jedynym słusznym wyborem przy nadmiernym wypadaniu włosów. Uważam jednak, że zanim sięgniesz po drogie preparaty i suplementy, może warto byłoby zainwestować najpierw kilka złotych i wypróbować sposób z domową wcierką. Jest duża szansa, że Tobie również pomoże, więc nie popełniaj moich błędów :)




Do następnego...
M.


Zobacz również

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.